"Król uzdrowiska"- Król uzdrowiskowych absurdów.
Kiedy w uzdrowiskowej poczekalni czekałam na kolejny zabieg, pogrążona w lekturze „Król uzdrowiska”, wybuchy śmiechu wyraźnie zakłócały sanatoryjny spokój. Ostatnia część przygód Miśka i jego legendarnego Szwagra to prawdziwa eksplozja humoru, zagadek i przewrotnych zwrotów akcji – idealne antidotum na listopadową chandrę.
Fabuła, jak przystało na komedię kryminalną, zaczyna się od absurdu: Szwagier się żeni. Tak, ten sam Szwagier, który swoją logiką mógłby zasilić podręcznik dla początkujących surrealistów. Jego wybranka, Grażyna, wydaje się być zagadką: skromna, inteligentna, do rzeczy – czyli dokładne przeciwieństwo swojego narzeczonego. I właśnie to wzbudza w Miśku podejrzenia. Kiedy babcia Malwina funduje młodym pobyt w sanatorium, Misiek wyrusza na misję wywiadowczą, a my razem z nim – wprost w gąszcz komicznych nieporozumień, dziwacznych zdarzeń i sanatoryjnych absurdów.
Autor ze znawstwem serwuje klimat uzdrowiska: od wąsko wyspecjalizowanych dyskusji przy stoliku do brydża po codzienną „grę w ruletkę” przy wyborze zabiegów. Sanatorium w Kamieniu Pomorskim staje się bohaterem samym w sobie – miejscem, gdzie każda plotka żyje własnym życiem, a z pozornie zwykłego dnia można wycisnąć więcej akcji niż z trzymającego w napięciu thrillera.
Postacie? Galeria niepowtarzalnych charakterów, które wydają się żywcem wyjęte z sanatoryjnych legend. Szwagier – chaos w czystej postaci – potrafi wyprowadzić Miśka z równowagi szybciej niż dzwonek na gimnastykę wodną. Misiek – nasz wiecznie sceptyczny narrator – stara się ogarnąć ten rozgardiasz, ale każde jego podejrzenie prowadzi go na jeszcze bardziej wyboistą ścieżkę. A Grażyna? No cóż, tutaj nawet Holmes musiałby się podrapać po brodzie.
Choć książka to komedia, nie brak jej inteligentnych obserwacji o ludzkich relacjach. Autor z humorem i wyczuciem przemyca prawdy o miłości, przyjaźni i absurdach codzienności. Zakończenie – z nutą świątecznego ciepła – wspaniale domyka tę rozrywkową sagę, choć wyraźnie podkreśla, że życie nie zawsze toczy się według prostego scenariusza.
Osobiście, jako ktoś, kto podczas lektury przebywał właśnie w Kamieniu Pomorskim, muszę przyznać, że sanatorium w rzeczywistości mogłoby dostarczyć autorowi jeszcze więcej materiału. Wydarzenia, które widziałam, przebiłyby nawet najbardziej zwariowane pomysły Szwagra! Niemniej, chapeau bas – "Król uzdrowiska" to świetna książka, pełna humoru i niezapomnianych postaci. Idealna na jesienne wieczory.
I wiecie co? Gdyby śmiech naprawdę przedłużał życie, to po tej książce sanatoryjna lista oczekujących byłaby jeszcze dłuższa. Polecam całym sercem – i przeponą!
I jak na Stelara przystało nie brak w powieści nutki kryminalnej intrygi.