Piszę o tej książce tak, jak sama lubię czytać – spokojnie, bez nachalnych zachwytów, ale z uważnością na to, co między słowami. „Wyrodna” Justyny Stasio-Sigi to historia, która nie podnosi głosu. Ona raczej siada obok i mówi: „Posłuchaj. To nie jest proste”. I rzeczywiście – nie jest. To opowieść o kobiecie, którą jedni znają jako dobrą matkę i przykładną żonę, a inni – kiedyś – widzieli zupełnie inaczej. Zenobia funkcjonuje w dwóch porządkach: tym teraźniejszym, uporządkowanym, i tym przeszłym, który nie daje się zasypać. Gdy do jej życia wraca ktoś z dawnych lat, nie chodzi wyłącznie o spotkanie. Chodzi o konfrontację. Z decyzjami. Z winą. Z macierzyństwem, które nie zawsze jest czarno-białe. Co w tej książce wybrzmiewa najmocniej? Przede wszystkim emocjonalny ciężar historii . To dramat rodzinny oparty na relacjach, na niewypowiedzianych słowach, na poczuciu straty i potrzebie przebaczenia. Autorka sięga w przeszłość – do lat 30., do wojny – i pokazuje, jak bardzo dawne ...
To niewiarygodne, jak prosta opowieść potrafi zaskoczyć czytelnika. Jak niewyszukana historia może przynieść ukojenie w czasie zimowej pluchy i ile radości daje szczęśliwe zakończenie – nawet jeśli nie dotyczy ono bezpośrednio nas samych. A może jednak…? W końcu były to naprawdę dobre chwile spędzone z książką, która stała się dla mnie swoistą przyjemnością i oddechem od zgiełku codzienności, natłoku myśli, pracy i trosk. Owszem, w tej historii nie brakuje problemów, trudnych emocji i życiowych zakrętów. Jednak perspektywa szczęśliwego finału pozwala zanurzyć się nawet w największe intrygi, które – jak wiadomo – nie zawsze kończą się dobrze. Nie tym razem. Tu od początku przeczuwa się, że los w końcu się uśmiechnie. Książka jest więc dość przewidywalna, ale czy to wada? Niekoniecznie. Bo kiedy czytelnikowi jest po prostu dobrze w towarzystwie bohaterów, przewidywalność schodzi na dalszy plan. Ja bawiłam się świetnie. To wręcz idealny scenariusz na polską komedię romantyczną – z ...