To niewiarygodne, jak prosta opowieść potrafi zaskoczyć czytelnika. Jak niewyszukana historia może przynieść ukojenie w czasie zimowej pluchy i ile radości daje szczęśliwe zakończenie – nawet jeśli nie dotyczy ono bezpośrednio nas samych. A może jednak…? W końcu były to naprawdę dobre chwile spędzone z książką, która stała się dla mnie swoistą przyjemnością i oddechem od zgiełku codzienności, natłoku myśli, pracy i trosk. Owszem, w tej historii nie brakuje problemów, trudnych emocji i życiowych zakrętów. Jednak perspektywa szczęśliwego finału pozwala zanurzyć się nawet w największe intrygi, które – jak wiadomo – nie zawsze kończą się dobrze. Nie tym razem. Tu od początku przeczuwa się, że los w końcu się uśmiechnie. Książka jest więc dość przewidywalna, ale czy to wada? Niekoniecznie. Bo kiedy czytelnikowi jest po prostu dobrze w towarzystwie bohaterów, przewidywalność schodzi na dalszy plan. Ja bawiłam się świetnie. To wręcz idealny scenariusz na polską komedię romantyczną – z ...
Ja pomiędzy Gubię dni jak bilety z kieszeni płaszcza — jeszcze ciepłe od wczoraj, już nieważne. Chwile odjeżdżają bez pożegnania, a ja stoję na peronie i macham do tego, co było. Bo przeszłość, choć ma daty minione, ma też twarze, zapach kawy. Nie straszy. Wraca. Odwiedza. Jutro pachnie nieznanym. W kieszeni nosi sprasowany smutek i pytanie bez odpowiedzi. Niby mam plan, rytm, spokój rozpisany na godziny — a jednak się chwieję, bo przyszłość nie składa obietnic na piśmie. Nie jestem już tylko „tu i teraz”. Jestem archiwum własnych potknięć, spisem lęków z przypisami, tekstem z zagiętymi rogami — czasem szalonym mimo woli, czasem zagubionym jak klucz bez drzwi. Śmieję się za głośno, milknę zbyt długo. Tęsknię, stawiając krok naprzód. Potykam się o kamień, pył, kałuże, o słowa wypowiedziane za szybko i te, których zabrakło — to moja specjalność. Z wiatrem gonię, pod wiatr oddycham. Nauczona, że szczęście nie zawsze stoi w złotej ramie. I tylko nocą, kiedy...