Uwielbiam kryminały, które opuszczają podwoje Czwartej Strony. Zawsze są gwarancją dobrej prozy i jak widać, promują rodzimą literaturę kryminalną, która swoją popularnością pobiła już wielu mistrzów światowego pióra. Należy do niej również twórczość Roberta Małeckiego. Czego dowodem jest sześć poprzednich powieści kryminalnych autora, które w mojej bibliotece cieszą się naprawdę dużą popularnością. Przeczytałam każdą z nich i wciąż rekomenduje je moim czytelnikom. Sięgnięcie po " Żałobnicą " było już zatem tylko czystą formalnością. I tu wielkie zaskoczenie. Ten kawałek prozo ni jak nie pasuje mi do dawnego Małeckiego. Dla pewności kilka razy zerknęłam nawet na okładkę, by upewnić się co do twórcy tego dzieła. Rozczarowana? Może troszeczkę! Zaskoczona? Bardzo!!! Nowy Małecki pokazała bowiem swoją drugą twarz — drugie oblicze swojej artystycznej natury. Niestety to spowodowało, że początek spotkania z " Żałobnicą " był nieco trudny. Nie tego się przec...