Przyjemnie jest rozpisywać się w samych superlatywach o książce, którą się przeczytało, choć nie zawsze jest to możliwe. Wtedy staram się znaleźć w niej to co najlepsze. Co mnie, jest w stanie do niej przekonać. Co pozwoli mi wyzbyć się poczucia straconego czasu. Stąd też tak niewiele będzie o "Córce mordercy" Jenny Blackhurst. Za to podzielę się też głosem innych czytelników. Sama fabuła powieści nie jest niczym nadzwyczajnym i nowatorskim. Konstrukcja jest nawet bardzo ok. Towarzyszy jej wielka i skrywana tajemnica, która pozostaje nią przez ponad dwadzieścia lat. To wtedy zniknęła przyjaciółka Kathryn, a oskarżonym za jej domniemane morderstwo został jej ojciec. Młoda kobieta po dziś dzień nie może uporać się z tą traumą i od lat zadaje ojcu jedno tylko pytanie, "gdzie ona jest", które wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Dwadzieścia pięć lat później w tym samym miejscu ginie kolejna dziewczynka, łudząco podobna do dawno zaginionej Elsie. Tym razem jednak winnym z...