Ja pomiędzy Gubię dni jak bilety z kieszeni płaszcza — jeszcze ciepłe od wczoraj, już nieważne. Chwile odjeżdżają bez pożegnania, a ja stoję na peronie i macham do tego, co było. Bo przeszłość, choć ma daty minione, ma też twarze, zapach kawy. Nie straszy. Wraca. Odwiedza. Jutro pachnie nieznanym. W kieszeni nosi sprasowany smutek i pytanie bez odpowiedzi. Niby mam plan, rytm, spokój rozpisany na godziny — a jednak się chwieję, bo przyszłość nie składa obietnic na piśmie. Nie jestem już tylko „tu i teraz”. Jestem archiwum własnych potknięć, spisem lęków z przypisami, tekstem z zagiętymi rogami — czasem szalonym mimo woli, czasem zagubionym jak klucz bez drzwi. Śmieję się za głośno, milknę zbyt długo. Tęsknię, stawiając krok naprzód. Potykam się o kamień, pył, kałuże, o słowa wypowiedziane za szybko i te, których zabrakło — to moja specjalność. Z wiatrem gonię, pod wiatr oddycham. Nauczona, że szczęście nie zawsze stoi w złotej ramie. I tylko nocą, kiedy...