To niewiarygodne, jak prosta opowieść potrafi zaskoczyć czytelnika. Jak niewyszukana historia może przynieść ukojenie w czasie zimowej pluchy i ile radości daje szczęśliwe zakończenie – nawet jeśli nie dotyczy ono bezpośrednio nas samych. A może jednak…? W końcu były to naprawdę dobre chwile spędzone z książką, która stała się dla mnie swoistą przyjemnością i oddechem od zgiełku codzienności, natłoku myśli, pracy i trosk. Owszem, w tej historii nie brakuje problemów, trudnych emocji i życiowych zakrętów. Jednak perspektywa szczęśliwego finału pozwala zanurzyć się nawet w największe intrygi, które – jak wiadomo – nie zawsze kończą się dobrze. Nie tym razem. Tu od początku przeczuwa się, że los w końcu się uśmiechnie. Książka jest więc dość przewidywalna, ale czy to wada? Niekoniecznie. Bo kiedy czytelnikowi jest po prostu dobrze w towarzystwie bohaterów, przewidywalność schodzi na dalszy plan. Ja bawiłam się świetnie. To wręcz idealny scenariusz na polską komedię romantyczną – z ...