Przejdź do głównej zawartości

"Jeszcze raz..." - Justyna Czarnecka


"[...] To maska, zakładamy ją, żeby chronić się przed światem. Potem robimy swoje, czasem się zatracamy, czasem przystajemy, lecz tylko nielicznym pokazujemy, jacy jesteśmy naprawdę. Ktoś kiedyś powiedział, że gdy odkrywamy się przed ludźmi, dajemy im wszelkie narzędzia, żeby mogli nas zniszczyć". Ale czy oby na pewno? Każdy z nas może mieć własne na to zdanie, zwłaszcza po zapoznaniu się z historią Julii. 

Julia zaczyna życie od nowa, Życie na zgliszczach wspomnień. W nowym domu, bez ukochanych psiaków, ze spłaconym nie do końca swoim długiem i z pękniętym sercem. Ma na szczęście niezawodnych przyjaciół, pracę, którą kocha i wciąż całe życie przed sobą. Wiele zmienia się też wraz z nowo poznanym klientem. Dość ekscentrycznym typem, który już na wstępie ich współpracy uprzedza ją o swoich dziwactwach i trudnym charakterze. Jej to jednak nie przeszkadza. Jest w końcu profesjonalistką. Tyle tylko, że zawodowe relacje Julii i Adama szybko zmieniają się w coś jeszcze. Początkowo jest to tylko niewinny SMS-owy flirt. Szybka wymiana niczym niezobowiązujących miłych wiadomości. Seria potyczek słownych. Niedopowiedzianych zdań. Chwile potem budzą się do życia kolejne emocje. Bardziej namiętne. Skore do ustępstw i otulające ich ciała. Pełne pragnień i namiętności. Ich życie splata się ze sobą. Nieplanowanie On zaczyna uczestniczyć w jej sukcesach i porażkach. A Ona...

Przeszłość jednak nie daje o sobie zbyt łatwo zapomnieć. Zwłaszcza gdy wpada się na nią nieoczekiwanie na ulicy. Co robić? Jak ją opanować? Nie poddać się jej? Nie mieć wobec niej żadnych emocji? Uczuć, łez. Z tym właśnie musi uporać się bohaterka tej historii, jeśli chce iść naprzód. Żyć od nowa. Bez bólu i żalu. Z uśmiechem na ustach i szczęściem w sercu. Chcąc zrealizować własne marzenia. Te o stabilności. Tyle tylko, że te wymagają wielkiego skupienia, a więc rozdzierają ją. Julia nie chce znów znaleźć się w miejscu z przeszłości. Nad przepaścią. Musi więc wybierać. Być silną i ponad to czego pragną jej ciało i zmysły. Tym samym buduje wokół siebie mur. Mur samotności, którego przecież nikt tak naprawdę nie chce. Nie chce jest też Julia, tyle tylko, że nie widzi innego wyjścia. Jej sukcesy pozostają więc tylko jej sukcesami, a pragnienie bycia z kimś, czyjąś, staje się niezaspokojoną potrzebą, która piętrzy się w jej podświadomości. Przez co odporność na baty od życia, niewłaściwych facetów i życiowe rozczarowania sięgają swojej granicę. 

W ten sposób Justyna Czarnecka stworzyła opowieść o kobiecie nie tyle potarganej przez życie, co próbującej owe życie trzymać w ryzach. Mającej nadzieję wcisnąć je w sztywne ramy swojej codzienności. Życie proste i przewidywalne. Nie dające się ponieść euforii i emocji. Jest to też historia pary kochanków. Ludzi połączonych chemią. Kumpli. Przyjaciół. Pary ludzi dających sobie fizyczną rozkosz. Nie jest to jednak klasyczny romans. Ani nie erotyk. Dostrzegam w niej raczej historię o podłożu psychologicznym. Obyczaj, który mógłby dotknąć każdego z nas. Opowieść pełną odwagi i lęku. Historię samotności i bólu. Niespełnionych marzeń i miłości, która nie zawsze w jasny i czytelny sposób daje o sobie znać. Miłości, która musi przejść przez życie doświadczając wzlotów i upadków. 

Ciekawym akcentem w tej historii są też zwierzęta. A dokładniej mówiąc jeden z jej fragmentów, będący wspomnieniem Julii. Wspomnieniem jej najpiękniejszych chwil. Chwil, kiedy u jej boku hasały psy. Ich wspólne zabawy, beztroska i zwykłe leżenie na trawie. To niezwykłe uczucie bliskiego kontaktu z naturą, z drugą żywą istotą. Ze zwierzęciem. Julia za taki dzień oddałaby wszystko. O czym to świadczy? Być może o tym co tak naprawdę jest w życiu ważne, a o czym wciąż zapominamy. O zwykłych rzeczach, których powszechność odbiera nam zdolność cieszenia się nimi. 

Reasumując. "Jeszcze raz..." Justyny Czarneckiej nie należy do książek wybitnych. Ale nie jest też historią pozbawioną sensu. Ma oryginalną formę, przybierającą postać serii SMS-ów, listów i klasycznej prozy. Nie należy też do powieści z komercyjnym zakończeniem. Nie jest więc sztampową bajką o Kopciuszku. Nie wyróżnia się szczególnym stylem. Ma krótką treść, choć bogatą w znaczenia. Jest miłą rozrywką, ale czy na wieczne zapamiętanie? Chyba nie. Za to idealną książką do torebki i w podróż, bez poczucia straty, że gdzieś tam ona już zostanie. 


Książka pozyskana w ramach współpracy ze STUKATER.PL


Popularne posty z tego bloga

"OSTATNI ROZDZIAŁ" - Katarzyna Kalista

Trafiając na taką powieści jak ta, ma się ochotę trwać w niej niemal bez końca. Urocza, wzruszająca i pełna sentymentu. Inna niż wszystkie. Nie przesadzona ani pobieżna. Idealna dla każdej z nas. Dla każdego, kogo rozczulają historie innych. Dla wrażliwca, który lubi poddawać się emocjom, gdzie śmiech i łzy przeplatają się, nadając smaku szarej rzeczywistości. To zaś, co uderza w tej książce najbardziej, to jej konstrukcja, czyli " powieść w powieści " oraz jej zakończenie, które niewiele ma wspólnego z romantyczną bajką o miłości. Jest mimo to kwintesencją smaku tej historii. Takie prawdziwe i niespodziewane wbrew pozorom. Subtelne i piękne. Tak samo piękne, jak i te przenikające się dwie historie, w których język jest nieokiełznaną materią, a rozwoju ich wydarzeń nie da się przewidzieć. W której " koniec jest zawsze początkiem czegoś nowego". Do tego szczera, emocjonalna i bardzo żywa. Można naprawdę oszaleć na jej punkcie. DEBIUT JAKICH MAŁO.

"KSIĘGA BEZIMIENNEJ AKUSZERKI" - Meg Elison

" Księga bezimiennej akuszerki " Meg Elison , laureatki nagrody im. Philipa K. Dicka to książka roku według " Publishers Weekly ". Nazywana opowieścią podręcznej w świecie postapo , która przedstawia wizję świata po wielkiej katastrofie, w tym przypadku po niesłychanie śmiertelnej epidemii gorączki, która doprowadziła do upadku znanej nam dziś cywilizacji. Przetrwać w świecie pandemii wydaje się jednak niczym, w porównaniu z tym, co wkrótce czeka ocalałych. Do tego " Księga bezimiennej akuszerki"pędzi w zawrotnym tempie. I nie chodzi tu bynajmniej o jej fabułę, a o jej przestrzeń czasową, która rozciąga się na wiele, wiele lat. Widać wyraźnie, iż autorka nie zamierzała skupiać się, ani zobrazować nam tylko chwili z życia bohaterki, jednego wydarzenia, jakiejś sensacji czy jednej przygody. Książka ta odsłania bowiem zrujnowany świat na przestrzeni niemal pokoleń, dając szansę czytelnikowi wyobrażenia sobie, czym tak naprawdę może być apokalipsa...

"SEMIRAMIDA" Ewa Kasala

" Semiramida " to kolejna powieść Ewy Kassali o wyjątkowej sile kobiecości, jak również bogate źródło historyczne. Pełne detali i ciekawostek pozwalająca poczuć atmosferę starożytnego świata. Autorka nie szczędzi czytelnikowi również i emocji, dzięki też i którym powieść staje się prawdziwą perełką literacką z gatunku tych obyczajowo-historycznych opowieści. Równie ważnym aspektem jej sukcesu jest też oczywiście postać głównej bohaterki — Królowej Semiramidy, jak i pozostałych kobiet, które odgrywają całkiem sporą rolę w tej historii. Wszystkie mądre, silne i odważne. Kobiety, które nie bały się używać rozumu. Kobiety pełne uczuć, których też i nie skrywały. Myślę, że każda z nas odnajdzie w nich odrobinę siebie. Być może zainspiruje się nimi albo inaczej spojrzy na samą siebie. Z powieści Ewy Kassali można więc czerpać pełnymi garściami. Można się wręcz delektować jej prozą. Jej barwą i smakiem, który pieści zmysły. I nie sposób się od niej oderwać. Choćby s...