Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2026

KORESPONDENTKA

" Korespondentka"  Virginii Evans Sięgnęłam po tę książkę z bardzo prostego powodu — potrzebowałam bowiem czytelniczej odmiany. Czegoś, co wyrwie mnie z utartych schematów fabularnych, z dobrze znanych konstrukcji narracyjnych, z historii opowiadanych w sposób przewidywalny. I wtedy trafia się ONA - książka, która nie tylko spełniła moje oczekiwanie, ale dała też znacznie więcej. Więcej niż mogłam przypuszczać. Już sam pomysł na konstrukcję tej powieści jest intrygujący. To książka zbudowana niemal w całości z listów. Nie znajdziemy tu klasycznej narracji, rozbudowanych opisów czy tradycyjnych dialogów. Zamiast tego dostajemy ogromne archiwum korespondencji — zapisy rozmów, emocji, wspomnień i myśli, które przez lata były przelewane na papier. Początkowo taka forma może budzić zdziwienie, a nawet lekką niepewność. Pojawia się pytanie: czy taka historia rzeczywiście potrafi wciągnąć? Okazuje się, że potrafi — i to bardzo. Po kilku pierwszych listach czytelnik zaczyna powoli wc...

zombie

  Drogi Czytelniku, jeśli trzymasz w rękach tę książkę albo masz taki zamiar, to prawdopodobnie dlatego, że – tak jak ja – lubisz dobre kryminały. Takie, które nie tylko wciągają intrygą, ale też zostają w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.  To nie jest zwykła historia o zbrodni. Oczywiście znajdziesz tu wszystko, co w kryminałach najlepsze: tajemnicę z przeszłości, napięcie, niepewność i kolejne odkrycia, które zmieniają sposób patrzenia na całą sprawę. Ale ta książka robi coś więcej – zmusza do zastanowienia się nad tym, jak cienka bywa granica między sprawiedliwością a winą. Główny bohater, Adam Górnik, to człowiek, który wydaje się mieć poukładane życie. Dobra praca, rodzina, stabilność. Problem w tym, że jego przeszłość skrywa sekret, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Jako nastolatek popełnił czyn, który miał zostać na zawsze pogrzebany. Kiedy jednak po latach wraca w miejsce tamtych wydarzeń, okazuje się, że przeszłość wcale nie znikn...
  „Jako bibliotekarka wiem jedno: będę ją polecać czytelniczkom, które nie boją się ciszy między zdaniami. Tym, które nie potrzebują fajerwerków, lecz gęstej atmosfery. Tym, które lubią, gdy książka pracuje w nich jeszcze długo po odłożeniu.” Droga Przyjaciółko, Piszę zatem do Ciebie z bibliotecznego zaplecza, między półką z literaturą obyczajową a działem „proza współczesna — Polska”, bo właśnie tam próbuję umiejscowić Córki Mroku — i wciąż nie wiem, czy robię to właściwie. Mam na myśli powieść Córki Mroku autorstwa Agata Sosnowska , wydaną przez Wydawnictwo S@N . Książkę, której naprawdę niewiele mogę zarzucić — a jednak nie potrafię jej w sobie do końca osadzić. Zawodowo powinnam być zdecydowana. Powinnam wiedzieć, komu ją polecić bez wahania, do jakiej kategorii przypisać, jakim jednym zdaniem ją streścić. Tymczasem to proza, która wymyka się etykietom. To nie jest klasyczna saga rodzinna, choć czuć w niej ciężar dziedziczenia — nie tylko historii, ale i emocji. To nie jest t...

Morderstwa w Marble Hall

  Trzecia odsłona metakryminalnej serii z redaktorką Susan Ryeland to powieść, w której – jak trafnie zapowiada wydawca – granica między fikcją a rzeczywistością okazuje się granicą między życiem a śmiercią. Horowitz ponownie bawi się konwencją klasycznego kryminału w stylu Agathy Christie, jednocześnie tworząc wielopoziomową intrygę, w której książka staje się kluczem do rozwiązania prawdziwej zbrodni. Susan Ryeland, redaktorka dwóch poprzednich powieści o detektywie Atticusie Pündzie, znów daje się wciągnąć w niebezpieczną grę. Tym razem autorem kolejnej części cyklu jest Eliot Crace, przekonany, że jego babka – słynna autorka książek dla dzieci – została przed laty otruta. Twierdzi on, że wskazówkę dotyczącą tożsamości mordercy ukrył w pisanej właśnie powieści. Kiedy Susan zaczyna pracę nad tekstem osadzonym w scenerii południowej Francji, szybko odkrywa, że sama staje się celem. Ktoś z rodziny zrobi wszystko, by książka nie ujrzała światła dziennego. Największe zalety powieśc...

„Wyrodna” Justyna Stasio-Siga

Piszę o tej książce tak, jak sama lubię czytać – spokojnie, bez nachalnych zachwytów, ale z uważnością na to, co między słowami. „Wyrodna” Justyny Stasio-Sigi  to historia, która nie podnosi głosu. Ona raczej siada obok i mówi: „Posłuchaj. To nie jest proste”. I rzeczywiście – nie jest. To opowieść o kobiecie, którą jedni znają jako dobrą matkę i przykładną żonę, a inni – kiedyś – widzieli zupełnie inaczej. Zenobia funkcjonuje w dwóch porządkach: tym teraźniejszym, uporządkowanym, i tym przeszłym, który nie daje się zasypać. Gdy do jej życia wraca ktoś z dawnych lat, nie chodzi wyłącznie o spotkanie. Chodzi o konfrontację. Z decyzjami. Z winą. Z macierzyństwem, które nie zawsze jest czarno-białe. Co w tej książce wybrzmiewa najmocniej? Przede wszystkim  emocjonalny ciężar historii . To dramat rodzinny oparty na relacjach, na niewypowiedzianych słowach, na poczuciu straty i potrzebie przebaczenia. Autorka sięga w przeszłość – do lat 30., do wojny – i pokazuje, jak bardzo dawne ...

Zanim spadnę - Joanna Witulich

  To niewiarygodne, jak prosta opowieść potrafi zaskoczyć czytelnika. Jak niewyszukana historia może przynieść ukojenie w czasie zimowej pluchy i ile radości daje szczęśliwe zakończenie – nawet jeśli nie dotyczy ono bezpośrednio nas samych. A może jednak…? W końcu były to naprawdę dobre chwile spędzone z książką, która stała się dla mnie swoistą przyjemnością i oddechem od zgiełku codzienności, natłoku myśli, pracy i trosk. Owszem, w tej historii nie brakuje problemów, trudnych emocji i życiowych zakrętów. Jednak perspektywa szczęśliwego finału pozwala zanurzyć się nawet w największe intrygi, które – jak wiadomo – nie zawsze kończą się dobrze. Nie tym razem. Tu od początku przeczuwa się, że los w końcu się uśmiechnie. Książka jest więc dość przewidywalna, ale czy to wada? Niekoniecznie. Bo kiedy czytelnikowi jest po prostu dobrze w towarzystwie bohaterów, przewidywalność schodzi na dalszy plan. Ja bawiłam się świetnie. To wręcz idealny scenariusz na polską komedię romantyczną – z ...

POMIĘDZY

Ja pomiędzy Gubię dni jak bilety z kieszeni płaszcza — jeszcze ciepłe od wczoraj, już nieważne. Chwile odjeżdżają bez pożegnania, a ja stoję na peronie i macham do tego, co było. Bo przeszłość, choć ma daty minione, ma też twarze, zapach kawy. Nie straszy. Wraca. Odwiedza. Jutro pachnie nieznanym. W kieszeni nosi sprasowany smutek i pytanie bez odpowiedzi. Niby mam plan, rytm, spokój rozpisany na godziny — a jednak się chwieję, bo przyszłość nie składa obietnic na piśmie. Nie jestem już tylko „tu i teraz”. Jestem archiwum własnych potknięć, spisem lęków z przypisami, tekstem z zagiętymi rogami — czasem szalonym mimo woli, czasem zagubionym jak klucz bez drzwi. Śmieję się za głośno, milknę zbyt długo. Tęsknię, stawiając krok naprzód. Potykam się o kamień, pył, kałuże, o słowa wypowiedziane za szybko i te, których zabrakło — to moja specjalność. Z wiatrem gonię, pod wiatr oddycham. Nauczona, że szczęście nie zawsze stoi w złotej ramie. I tylko nocą, kiedy...

Bohater z przypisu - wiersz

Bohater z przypisu W ręku gruszka. Soczysta. Już wiem, jaki będzie jej smak, zanim zdążę nagryźć jej brzeg. Kropla lepkiego soku spływa po palcu. Kap. To nic. To takie ludzkie — nie wszystko zostaje na miejscu. Za oknem mgła robi porządki w krajobrazie. Coraz mniej widać w dali i chyba o to chodzi. Chłód stoi na czatach. Nie chce się wychodzić — Codzienność zimowej aury ma dziś swoje rację. W tle gra muzyka. Nie słucham jej dokładnie, raczej pozwalam jej być. Po prostu brzmi i z tym mi dobrze. Tak zwyczajnie. Myślę o kawie. Jeden łyk. Słodkiej, pachnącej, pod kocem. Dlaczego nie. W taki dzień chcę tylko ciepła. Sięgam więc po koc, jest kawa, Lampka zapala się sama jakby wiedziała. Książka na kolanach robi za pretekst.  A potem zanurzam się w marzeniach. O tobie. Bohaterze dnia — nie z pierwszych stron, raczej z przypisu, bez którego nie byłoby tej historii.

Dziewczyna z konspiracji

Ważna, jeśli szukasz w książkach nie ucieczki, lecz prawdy o człowieku. Są książki, które od pierwszych stron nie tyle się czyta, ile przeżywa . Takie, które nie proszą o uwagę, tylko ją przejmują – zmuszają do zatrzymania się, do powrotu myślami ku własnym wspomnieniom, marzeniom i pytaniom, których zwykle unikamy. Ta powieść właśnie taka jest. Od początku poddaje umysł czytelnika refleksji, prowadząc go nie tylko przez historię jednego narodu, lecz także przez intymny krajobraz ludzkich emocji i wyborów. Jej osią jest los Wandy – kobiety, której przyszło żyć w czasie wojny, w rzeczywistości okrutnej, pełnej strachu i nieustannego ryzyka. Uwikłana w konspiracyjną działalność, zmuszona do gry, w której stawką jest życie, Wanda staje przed pytaniem, które wojna zadaje każdemu: czy da się pozostać biernym, gdy pragnie się wolności? Wolności dla kraju, ale też tej najbardziej podstawowej – by móc bez strachu wyjść na ulicę, kochać, żyć. W tej historii wolność zostaje odebrana nie tylko...

Przetok

 „Przetok” - powieść, w której autorka odważnie odchodzi od schematów kryminałów, z którymi wielu czytelników ją kojarzy. Owszem, zbrodnia jest. Tajemnica również. Ale to nie one grają pierwsze skrzypce. Najgłośniej brzmi cierpienie – ciche, przewlekłe, nieefektowne. Takie, które nie kończy się wraz z ostatnim tchnieniem chorego, tylko dopiero wtedy naprawdę się zaczyna. Dominika, Jakub i Mateusz to bohaterowie, których nie da się ocenić jednym zdaniem. Ich decyzje bywają niewygodne, momentami bolesne w odbiorze, ale właśnie dlatego tak prawdziwe. Każde z nich dorasta w cieniu śmierci – nowotworowej, długiej, wyczerpującej. I każde reaguje inaczej. W tym sensie „Przetok” jest niemal studium psychologicznym: co się z nami dzieje, gdy miłość miesza się z bezradnością, a wiara z poczuciem winy? Jako bibliotekarka zwróciłam szczególną uwagę na konstrukcję czasu. Trzy płaszczyzny – dawno, niedawno i teraz – działają tu jak precyzyjnie ustawione lustra. Przeszłość nie jest tylko tłem. O...

Drzewa

Absurd, satyra i zbrodnia i kryminał, który nie chce być kryminałem. „Drzewa” – Percival Everett  To nie była miłość od pierwszej strony.  Na początku zgrzytał język – a może samo tłumaczenie. Te „żeś”, „żeście”, sposób mówienia niektórych bohaterów wytrącał z rytmu, burzył płynność czytania i sprawiał, że co chwilę się zatrzymywałam. Przez moment myślałam nawet, że ta książka będzie mnie bardziej męczyć niż wciągać. A potem… coś się przestawiło. Jakby ten osobliwy język przestał być przeszkodą, a stał się częścią świata. I nagle zaczęło iść gładko. Wsiąkłam w powieść dziwną, trochę absurdalną, zupełnie nie do zaszufladkowania. „Drzewa” tylko udają kryminał. Zbrodnie są, śledztwo też, ale to nie ono jest tu najważniejsze. Ta książka opiera się na dialogach – i to one niosą ciężar ironii, satyry i gniewu. Everett pisze o strachu, nienawiści i rasowych konfliktach w Ameryce, ale robi to w sposób bezczelny, momentami śmieszny, a przez to jeszcze bardziej niepokojący. Jest zdanie,...