Nie na słowach jednak powinna kończyć się rodzicielska miłość. Okazać możemy ja na bardzo wiele różnych sposobów. Jednym z nich jest wspólne czytanie i zabawa. Książka "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham" z pewnością niejednemu rodzicowi w tym pomoże. Zwłaszcza że to książka o miłości. Miłości Małego Brązowego Zajączka do Dużego Brązowego Zająca i na odwrót. Miłości przepełnionej szczerością i potrzebą dawania. Czystą i niczym nieskażoną. Piękną w swojej prostocie.
W ten właśnie sposób Sam McBratney opowiada nam pewną historię. Historię opatrzoną niewielką bazą słów. Jakże jednak sugestywną i przenikliwą. Historię, w której miłość nie ma granic. Której nie da się zmierzyć, umieścić w jakichkolwiek ramach, o czym przekonują się jej bohaterowie, czyli Mały i Duży Brązowy Zajączek. Każde z nich chce powiedzieć drugiemu, jak bardzo go kocha. Każde próbuje swoje uczucie przełożyć na coś rzeczywistego i mierzalnego. Na coś, co jest ponad uczucie poprzednika, by w ten sposób sercem przepełnionym miłością, zapewnić tego kogoś, że jego "kocham cię" jest z pewnością większe.
Nie jest to jednak opowiadanie o prześciganiu się w słowach, czy o próbie zdefiniowania czyja miłość jest większa. Czy Mały, czy też Duży Zajączek kocha bardziej. To nieistotne. Ten rodzaj wyznawania sobie uczuć to pewna forma zabawy. Sztuka budowania wszechpotężnej przestrzeni dla miłości. Wychodzenia poza utarte schematy. Tworzenia realnych, wyobrażalnych obrazów własnej miłości. Historia ta pokazuje jednocześnie, jak wielkie znaczenie ma nie tylko bycie kochanym, ale kochanie samo w sobie. Umiejętność dzielenia się własnymi emocjami i mówienia "kocham cię".
Nic więc dziwnego, że wciąż zadziwiają mnie książki dla dzieci, których prosta forma, prosta treść potrafi powiedzieć więcej od niejdnej wielotomowej powieści. Książki, które są esencją życia i dobra. Zresztą chyba nie tylko mnie, skoro takie pozycje jak ta mają na swoim koncie ponad 47 milionów sprzedanych egzemplarzy na świecie.
Nieodzownym elementem każdej książki dla dzieci są też ilustracje. Bez tego trudno byłoby przebić się jej do świata maluchów, które na nich właśnie w pierwszej kolejności skupiają swój wzrok. Te namalowane przez Anitę Jeram perfekcyjnie współgrają z treścią. Są proste, stonowane, ale za to z potencjałem. Dokładnie obrazują to, o czym jest mowa w treści, co z pewnością wpłynie na łatwiejsze jej zapamiętanie przez dziecko. Myślę, że wiele maluchów (kilkulatków) się w niej zakocha. Nie wykluczam też, że po kilku razach, sami bezbłędnie odczytają jej treść, tylko na podstawie rysunków. Jeśli zaś mowa o potencjale ilustracji, uważam, że mogą być też świetną bazą wypadową do wielu innych historii, zwłaszcza jeśli pozwolimy sobie na popuszczenie wodzy fantazji. Pytanie tylko, czy nasz maluch nam na to pozwoli.
Książka pozyskana w ramach współpracy ze SZTUKATER.PL
Moja ocena 6/6