"Stracone miliony" Jessa Waltera to niesamowicie klimatyczna powieść. Obrazującą czasy Ameryki z początku XX wieku. Historia braci skazanych na poniewierkę i koczowniczy tryb życia. Pełna brawury i braterskiej miłości. Powieść jakich mało, choć nie dla wszystkich. Historia wzniosła i wymagająca. Napisana z wielkim rozmachem. Wręcz nowatorska. Opowieść, w której miesza się prawda i fikcja. Historia i autorska wyobraźnia. Beztroska i smutek. To historia, którą się zapamięta.
Trafiając na taką powieści jak ta, ma się ochotę trwać w niej niemal bez końca. Urocza, wzruszająca i pełna sentymentu. Inna niż wszystkie. Nie przesadzona ani pobieżna. Idealna dla każdej z nas. Dla każdego, kogo rozczulają historie innych. Dla wrażliwca, który lubi poddawać się emocjom, gdzie śmiech i łzy przeplatają się, nadając smaku szarej rzeczywistości. To zaś, co uderza w tej książce najbardziej, to jej konstrukcja, czyli " powieść w powieści " oraz jej zakończenie, które niewiele ma wspólnego z romantyczną bajką o miłości. Jest mimo to kwintesencją smaku tej historii. Takie prawdziwe i niespodziewane wbrew pozorom. Subtelne i piękne. Tak samo piękne, jak i te przenikające się dwie historie, w których język jest nieokiełznaną materią, a rozwoju ich wydarzeń nie da się przewidzieć. W której " koniec jest zawsze początkiem czegoś nowego". Do tego szczera, emocjonalna i bardzo żywa. Można naprawdę oszaleć na jej punkcie. DEBIUT JAKICH MAŁO.