‘Sekret antykwariusza”
to książka, która zaintrygowała mnie swoim opisem.
"Narastająca intryga,
finezja oraz mieszanka kryminału i thrillera" – to musi być dobra
powieść - myślałam. Postać antykwariusza dodatkowo przyciągała uwagę – liczyłam
bowiem na klimatyczny wątek wprost ze starego antykwariatu, pełnego
książek i mroku.
Tymczasem zderzyłam się z czymś, co tak naprawdę nie do końca trafiło w mój gust czytelniczy.
Pierwsze
co mnie zdystansowało do powieści to nieprzyzwoite w literaturze słowa,
które akurat tu wcale nie wydawały się niezbędne.
Język, styl
autora również nie należy do tych, które integrują się z moim poczuciem
smaku i płynności. Czytanie powieści nie było mi zatem rozkoszą słowa.
Bardziej przypominało czytanie szkolnej lektury niż pełne pasji
spotkanie z książką.
Do tego jeszcze gubiłam się w wątkach, które
w żaden sposób nie chciały mi się ułożyć w całość. Biorę to oczywiście
na karby mojego rozkojarzenia i nieuwagi podczas lektury, ale inaczej
nie potrafiłam. To jedna z tych nielicznych pozycji, z którymi czas
dłużyły się w nieskończoność.

To, czego z pewnością możecie się spodziewać to
powieść pełnej nieprawdopodobnych zdarzeń, która wciąga antykwariusza w
machinę zbrodni, a jego mroczny sekret z dalekiej przeszłości daje o
sobie znać z wielką siłą. Bo tak naprawdę to nie wiadomo, kim jest Piotr
Stocki.
Każdemu, kto sięgnie po powieść, życzę zajmującej lektury.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina