
Są blizny, które stale ze sobą nosimy, Tilly. Blizny, których nie widać, ale to nie oznacza, że są mniej bolesne.Takich blizn nasze bohaterki są pełne. Laura to samotna kobieta, której nie wiele już w życiu zostało. Straciła męża, pracę, rodzinę. Wkrótce może stracić też dom nad głową, a musi przecież za wszelką cenę chronić jedyną córkę – siedemnastoletnią Tilly, z którą coraz trudniej nawiązać jej poprawne relacje. Nastolatka również boryka się ze swoimi licznymi problemami. Odrzucona przez rówieśników i przyjaciół dzień po dniu traci grunt pod nogami.
Jedynym rozwiązaniem i ratunkiem dla kobiet wydaje się propozycja znajomej Laury, która proponuje im pobyt na Biofarmie, gdzie jej mieszkańcy wiodą życie zgodne z naturą i wydają się szczęśliwi. Do pozostanie przekonuje ich Alex – człowiek, który w pełni zaskarbił sobie ich wzgledy. Mądry, inteligentny i wyjątkowo uroczy przywódca.

W tej powieście nic nie jest takie, jakie wydaje się na początku. Czytelnik zaskakiwany jest na każdym kroku. Zawieść może nawet najlepsza intuicja. Zło ma tu swoje wyjątkowe oblicze.
Widać, że autorka przygotowała się do tematu bardzo dokładnie a swoje bohaterki obarczyła zadaniem prawdziwie niebezpiecznym, bo ulec indoktrynacji i poddać się praniu mózgu to rzecz zgoła przerażająca. Choć tak naprawdę to Alex był chyba najbardziej zawiłą i złożoną postacią w tej historii.
Wydaje mi się, iż autorka prócz talentu i ciężkiej pracy, jaką włożyła w powieść, posiada też dar obserwacji i dostrzegania w ludziach tego, co innym może umknąć, a potem przenosi to do literatury wzbudzając szacunek i budząc czytelnicze zainteresowanie. Widać to właśnie m.in. poprzez postacie, które wykreowała. Żadna z nich nie jest płaska a ich życie wolne od trosk. Serdecznie POLECAM!