Przejdź do głównej zawartości

"Solo" Anna Dan

 Z debiutami bywa różnie. Niektóre trudno później przebić, a inne są zaledwie rozgrzewką ku doskonalącym się wciąż warsztatowi autora. To, czym jest zaś "Solo" Anny Dan okaże się z już niebawem. Książka jak wiele innych ma swoje wady i zalety, i nie może być inaczej, skoro każdy odbiera ją na swój indywidualny sposób. Moje uczucia są wobec niej bardzo mieszane. Nie sposób bowiem jednoznacznie je określić. Nie wszystko w niej wywarło na mnie pozytywne wrażenie, choć gros jej elementów zasługuje na pochwałę.
Do tych z pewnością należy fabuła powieści, o której kilka słów więcej. 

Datka zawsze czuła się inna, jakby żyła w innej przestrzeni. Wielu jej rówieśników to weseli i wyluzowani ludzie, ale nie Ona. Ona już jako nastolatka była harda i przekonana o własnej wyższości. Jej nie najlepsza zaś sytuacja rodzinna spowodowała, że była bardziej samodzielna i miała sporo swobody. Sama kształtowała niejako swoje życie. Do czasu aż pewnego dnia spotkała ją wyjątkowo nieprzyjemna przygoda. Ta zachwiała jej całym bytem. Tym zaś co utrzymywało ją na powierzchni, były treningi oraz dwójka przyjaciół, notabene geniuszy informatycznych w postaci Gnoma i Freax —  jej jedyna rodzina. Była jeszcze jedna rzecz, o której Datka nikomu nie wspomniała. To skrajnie silne emocje, które budziły w niej psy i pewien gość, który cztery lata temu odebrał jej całą radość życia, stając się jednocześnie jej małą obsesją.  
Nic więc dziwnego, że ta młoda kobieta podchodzi do własnej egzystencji z dystansem i do wszystkiego potrzebuje danych, wiele danych. Im więcej, tym lepiej. Zawsze zdystansowana, zawsze ostrożna i podejrzliwa na każdym kroku. Mimo to w przypływie chwilowej słabości daje namówić się chłopakom na pewien eksperyment naukowy i zgłasza się do międzynarodowego programu psychologicznego pod nazwą Interpersonal Closemess, prowadzonego przez State University of New York, który okazał się krokiem milowym dla naszej bohaterki. Od tego na pozór niewinnego wydarzenia, życie dziewczyny zaczęło toczyć się zupełnie nieznanym jej dotąd torem. Na jej drodze bowiem stanął Solo — chłopak, który wplątał ją w coś, czego ani nie potrafiła zrozumieć, ani się temu poddać. Odtąd jej emocje zaczęły przybierać zupełnie inne stany, a dawne demony wezbrały na sile. Co gorsza, nie była nawet pewna, kim tak naprawdę jest Solo. Zabijaką czy może chłopakiem, który tak jak i ona nosi maskę.  
Tak we wstępie brzmi historii pełna tajemnic. Fabuła pełna zagadek, która skusiła i mnie. Akcja, która jak się później okaże, ma swoje wzloty i upadki. Początek nie był łatwy. Anna Dan dość długo kazała bowiem czekać na pełną napięcia i wciągającą treść powieści. Patrząc na to jednak z drugiej strony, dała tym samym czytelnikowi czas na zaznajomienie się z bohaterami. Poznanie ich i wejrzenie w ich świat. To oczywiście jednych może nieco zdystansować, a innym będzie to na rękę. Z czasem powieść nabiera tępa i nie brak jej nieoczekiwanych zwrotów akcji, które wielokrotnie mogą zaskoczyć czytelnika. A jej zakończenie? Choć wydaje się oczywiste, niepozbawione jest wątków, które po raz kolejny wprawiają w zdumienie.  

Tymczasem blurb na okładce sugerują książkę tym, którzy szukają niezapomnianej historii o miłości, walce i odkupieniu. Potwierdzam. To z pewnością powieść, w której miłość odgrywa znaczącą rolę, ale jest to miłość nie tylko do drugiego człowieka, ale i samego siebie. Wiele w niej też walki. Tej dosłownej, na ringu i poza nim, jak i tej w wewnątrz siebie. Walki z własnymi demonami, przeszłością i emocjami. To jednocześnie historia o wybaczaniu, zaufaniu i odkupieniu. Prawdziwy kalejdoskop emocji. Towarzyszy jej złości i otwarta nienawiści, uległość, tęsknotę i miłość. I to, co mnie osobiście bardzo dotyka, wątek przyjaźni: niezłomnej, szczerej i prawdziwej. Tolerancyjnej i bez granic, takiej, o której się marzy. 

"Solo" jeszcze daleko moim zdaniem do powieści genialnej, jest za to powieścią dobrą, naprawdę dobrą. A jeśli autorka mówiąc potocznie, rozkręci się tak jak w tej historii, to sukces murowany. To, co mnie do niej nieco zdystansowało (porucz nieco długiego wstępu) to zbyt szybko urywane niektóre wątki. Zdarzyło mi się też zgubić w treści, choć to może być też i moja wina i momentami brak zaangażowania w powieść. Moją uwagę zajmuje za to nieprzerwanie Datka. Wciąż myślę o jej przeżyciu, traumie i nie do końca ją rozumiem — tę całą sytuację. Może byłoby łatwiej, gdyby autorka pokusiła się o nieco głębsze przeanalizowanie jej przypadku, co mogłoby nadać utworowi zdecydowanych cech powieści psychologicznej. Niemniej jednak ciesze się, że trafiłam na tę książkę, że tak wiele wzbudziła ona we mnie emocji, zapytań i refleksji. Bo o to chyba chodzi w dobrej powieści.

 

Książka pozyskana w ramach współpracy ze  SZTUKATER
Moja ocena 4/6 


Popularne posty z tego bloga

"OSTATNI ROZDZIAŁ" - Katarzyna Kalista

Trafiając na taką powieści jak ta, ma się ochotę trwać w niej niemal bez końca. Urocza, wzruszająca i pełna sentymentu. Inna niż wszystkie. Nie przesadzona ani pobieżna. Idealna dla każdej z nas. Dla każdego, kogo rozczulają historie innych. Dla wrażliwca, który lubi poddawać się emocjom, gdzie śmiech i łzy przeplatają się, nadając smaku szarej rzeczywistości. To zaś, co uderza w tej książce najbardziej, to jej konstrukcja, czyli " powieść w powieści " oraz jej zakończenie, które niewiele ma wspólnego z romantyczną bajką o miłości. Jest mimo to kwintesencją smaku tej historii. Takie prawdziwe i niespodziewane wbrew pozorom. Subtelne i piękne. Tak samo piękne, jak i te przenikające się dwie historie, w których język jest nieokiełznaną materią, a rozwoju ich wydarzeń nie da się przewidzieć. W której " koniec jest zawsze początkiem czegoś nowego". Do tego szczera, emocjonalna i bardzo żywa. Można naprawdę oszaleć na jej punkcie. DEBIUT JAKICH MAŁO.

"KSIĘGA BEZIMIENNEJ AKUSZERKI" - Meg Elison

" Księga bezimiennej akuszerki " Meg Elison , laureatki nagrody im. Philipa K. Dicka to książka roku według " Publishers Weekly ". Nazywana opowieścią podręcznej w świecie postapo , która przedstawia wizję świata po wielkiej katastrofie, w tym przypadku po niesłychanie śmiertelnej epidemii gorączki, która doprowadziła do upadku znanej nam dziś cywilizacji. Przetrwać w świecie pandemii wydaje się jednak niczym, w porównaniu z tym, co wkrótce czeka ocalałych. Do tego " Księga bezimiennej akuszerki"pędzi w zawrotnym tempie. I nie chodzi tu bynajmniej o jej fabułę, a o jej przestrzeń czasową, która rozciąga się na wiele, wiele lat. Widać wyraźnie, iż autorka nie zamierzała skupiać się, ani zobrazować nam tylko chwili z życia bohaterki, jednego wydarzenia, jakiejś sensacji czy jednej przygody. Książka ta odsłania bowiem zrujnowany świat na przestrzeni niemal pokoleń, dając szansę czytelnikowi wyobrażenia sobie, czym tak naprawdę może być apokalipsa...

"SEMIRAMIDA" Ewa Kasala

" Semiramida " to kolejna powieść Ewy Kassali o wyjątkowej sile kobiecości, jak również bogate źródło historyczne. Pełne detali i ciekawostek pozwalająca poczuć atmosferę starożytnego świata. Autorka nie szczędzi czytelnikowi również i emocji, dzięki też i którym powieść staje się prawdziwą perełką literacką z gatunku tych obyczajowo-historycznych opowieści. Równie ważnym aspektem jej sukcesu jest też oczywiście postać głównej bohaterki — Królowej Semiramidy, jak i pozostałych kobiet, które odgrywają całkiem sporą rolę w tej historii. Wszystkie mądre, silne i odważne. Kobiety, które nie bały się używać rozumu. Kobiety pełne uczuć, których też i nie skrywały. Myślę, że każda z nas odnajdzie w nich odrobinę siebie. Być może zainspiruje się nimi albo inaczej spojrzy na samą siebie. Z powieści Ewy Kassali można więc czerpać pełnymi garściami. Można się wręcz delektować jej prozą. Jej barwą i smakiem, który pieści zmysły. I nie sposób się od niej oderwać. Choćby s...