A zaczęło się wszystko o
grafiki. Moją uwagę w pierwszej kolejności przykuła bowiem szata graficzna
książki, będąca zapowiedzią mrocznej i brutalnej prozy, która zyskuje uznanie
również Wydawnictwa Initium, które bardzo sobie cenię, jeśli akurat o ten
gatunek chodzi. I tego akurat „Inkwizytorowi” w żaden sposób nie idzie odmówić.
To mroczna i brutalna powieść. Ale to nie wszystko.
Inkwizytor to także morderca,
który w myśl logiki powinien nie żyć od dwóch lat. Tymczasem ginie pewien
ksiądz. Oszust, który bogaci się na naiwności wiernych, a wszystkie okoliczności
jego śmierci wskazują właśnie na działania Inkwizytora. Kolejna zaś potencjalna
jego ofiara w obawie przed wyrokiem śmierci, sama zgłasza się do prowadzących
śledztwo. W międzyczasie autor serwuje nam rozważania na temat winy i kary.
Intryguje i szokuje. Uruchamia liczne wątki dotyczące zadośćuczynienia, prawa i
sprawiedliwości. A robi to w dość oryginalny sposób, oferując czytelnikowi sceny
niczym z horroru, które zamiast braw i oklasków wywołują dreszcz i przerażenie.
Michał Śmielak tym sposobem nie oszczędza czytelników ani ich emocji.
"Wszystko wracało.
Jakub, Weronika, Kwasek strzelający sobie w łeb. Ksiądz nabity na ogrodzenie,
trup znaleziony w lesie. Minęło trochę czasu, ochłonął, ale nie zapomniał. Co
czeka go tym razem?"
Czyżby zatem Inkwizytor wrócił?
To pytanie zadają sobie śledczy. A może to jego naśladowca albo wspólnik?
Rozpoczyna się zatem gra. Walka o życie wątpliwych uzdrowicieli i innych
hochsztaplerów. A na uzdrowicieli,
znachorów i wróżbitów znów pada strach, bo oto zaczęły się kolejne łowy. W tym
momencie należy wspomnieć, że "Inkwizytor" to druga po "
Znachorze" powieść Michała Śmielaka z bohaterami w tle. Ktoś, kto nie miał
okazji poznać ich za sprawą "Znachora" może mieć poczucie niepełności
fabuły. Jest bowiem wiele fragmentów w tej historii, które odwołują się do
wcześniejszych działań śledczych, a których my nie znamy. To uczucie nie jest
komfortowe. Uświadamia bowiem, że nie wszystko wiemy. Że coś nas ominęło. Nie znamy
przeszłości bohaterów, a dotyczy to zarówno specjalisty od Inkwizytora Marka
Szorcego, Krzyśka, Henryka, Weroniki jak i pana Kazimierza Barszczyka. Każde z
nich ma już bowiem swoją historię, której my tylko możemy się domyślać. Pojawia
się więc myśl, by zacząć od początku. Od „Znachora”. Nie wpływa to jednak w
żaden sposób na rozumienie głównego wątku powieści. Zatem wybór co robić,
zostaje w rękach każdego z nas.
A skoro jesteśmy już przy
bohaterach, to warto wspomnieć, że to postacie pełne wyrazistości. Łatwo nadać
każdemu z nich wyróżniające je cechy i polubić. Każde z nich jest też istotną częścią
układanki. Najbardziej intrygująca postacią okazałą się jednak Weronika, o
której tak naprawdę niewiele wiemy, prócz faktu, że jest tak samo mocno
zaangażowana w sprawę Inkwizytora jak i całą reszta. Jaką odgrywa w tym jednak
rolę długo będzie tajemnicą. Tymczasem akcja nabiera tępa. Pędzi wręcz. Nie ma
w niej chwili na nudę. Sieje przerażenie i mrok. Każdy, kto lubi ten klimat
winien być zachwycony. A jej treść, gotowa jest wyrwać czytelnika ze szponów
rzeczywistości. Nie był to więc stracony czas, a kolejna dobra historia, ale
tylko dobra. Powieść, którą dobrze się czyta. Wyposażona w prosty i dosadny
język w pełni odzwierciedla jej klimat. Co więcej wciąż ją świetnie pamiętam.
Czyżbym zatem aż tak w nią wsiąkła, a sam "Inkwizytor" pozbawił mnie
właściwego osądu rzeczy? Zaczynam czuć się jak w pułapce, bo to świadczyłoby o
tym, że powieść jest po prosty ŚWIETNA. A skoro tak, to nie będę tego
negować. ;) Poza tym powieść Michała Śmielaka, oferuje coś więcej niż tylko
DOBRY kryminał. To po części podróż do średniowiecznych historii pełnych
mistycznych wierzeń, legend o czarownicach i najbardziej okrutnych sposobów na
śmierć.
Są odważni ją przeczytać?
Książka pozyskana w ramach współpracy ze SZTUKATER.PL