
Podobnie rzecz się miała w przypadku Rydera, młodego, bogatego i przystojnego mężczyzny, przed którym kariera stała otworem. W jego życiu wszystko było skrojone na miarę, poukładane i dostępne. Było niczym bajka, w której on grał role księcia. Świat jednak zaczął pokazywać mu swoje drugie oblicze z chwilą śmierci matki, a chwile potem wraz z rozstaniem z długoletnią dziewczyną. Fakt, iż kobiety ustawiały się do niego w kolejce, a dom wciąż tętnił życiem od imprez, Ryder wciąż czuł się samotny. Jedyną bliską osobą, która mu pozostała był ojciec. Któregoś dnia w samotności serfował po Internecie, przeglądając strony z seks-kamerkami. Tam trafia na dziewczynę, która śpiewa dobrze znaną mu piosenkę. To wystarczyło, by pod loginem "ScreenGod" nawiązać z nią kontakt. Był wówczas jedynym mężczyzną, który nie oczekiwał od dziewczyny tego, na co czekali pozostali użytkownicy portalu. Eden z czasem stała się dla niego codziennością, a rozmowy z nią o północy narkotycznym nałogiem.
Z drugiej strony poznajemy zaś dziewczynę, dla której taka forma pracy jest koniecznością, a Ryder najlepszym, co mogło ją w niej spotkać. Coraz bardziej osobiste i intymne rozmowy zbliżają ich do siebie i pozwalają na chwilę oddechu. Są ucieczką od przytłaczającej ich szarej rzeczywistości.
Dwoje ludzi, dw różne światy i jedno uczucie, przed którym jeszcze wiele niespodzianek i przeszkód.

Bez wątpienia jest powieścią, mając wszelakie cechy romansu i powieści erotycznej, choć autorka nie poprzestaje tylko na tym. Poboczne wątki świadczą bowiem o sporej dojrzałości jej bohaterów, nadając jej również statut powieści obyczajowej. Powieści mającej nawet swoje przesłanie. Bezpośredniej i naturalnej. Skrojonej na miarę współczesnych potrzeb z zachowaniem odrobiny liryzmu i wrażliwości.
I choć, żadna ze mnie fanka tego gatunku literackiego, to z przyjemnością sięgnę po książki, jak się okazuje autorki bestselerowych powieści, wielokrotnie wyróżnianych przez "New York Timesa" czy "USA Today".
Za książkę dziękuję Wydawnictwu EDITIO