
Dana to jedna z pięciu bohaterek i uczennic przyjętych na praktykę do szpitala StAngelus w Liverpoolu. To jednocześnie Irlandka i jedynaczka, która uciekła z rodzinnego gniazda. Z jednej strony była uosobieniem wszystkich nadziei i marzeń własnej matki. Z drugiej zaś wyrodną córką, która nie spełniła obowiązku poślubienia tego, którego wybrał jej ojciec. To chyba też najbardziej wyraźna postać tej powieści i moja ulubiona. Wśród młodych kobiet, którym przyszło zmagać się z mocno zhierarchizowaną rzeczywistością i trzymać się bezwzględnych zasad wyznaczonych dla personelu szpitala znalazła się też Pammy. Dziewczyna, która przyszła na świat w jednej z najgorszych dzielnic miasta, co pomstuje na każdym jej kroku. Takim jak ona nie jest łatwo. Kto się jednak poddaje — nie ma nic. Kolejna postać to Victoria — arystokratka, dla której ów staż, to szansa na godne przetrwanie, po tym, jak jej rodzinny majątek przepadł zadłużony. Jest jeszcze nieco zarozumiała Beth, której dotychczasowe doświadczenie i wiedza wyniesiona z żołnierskiego środowiska daje w jej mniemaniu prawo do wywyższania się. Podobnie sprawa ma się z Celią, która również nie zdobywa mojej sympatii. Każda inna i na swój sposób wyjątkowa.

To jeden z wątków, w którym się zakochałam. Romans ma tutaj szczególną moc. Walka o własną godność, szacunek do kobiet, subtelny flirt, podchody, wstydliwe marzenia i rumieńce na twarzy są wręcz czymś bajecznym.
Do tego powieść napisana jest pięknym i barwnym językiem. Niezwykle obrazowym, który sprawia, że podróż w czasie jest naprawdę możliwa. Z czasem nawet przestała mi przeszkadzać nieco zbyt statyczna fabuła, która rozwija się bardzo powoli. Nie sprzyja to budowaniu czytelniczego napięcia, ale w obliczu jej klimatu może być wybaczona. To subtelna, urokliwa, cicha i stonowana opowieść o tytułowych „Aniołach”. Być może zmieni się to w kontekście całej sagi, którą przeczytam z wielką przyjemnością.
Na szacunek zasługuje też sam pomysł na książkę. Połączenie historii szpitala, rozwoju medycyny i sztuki pielęgniarskiej z połowy XX wieku z wieloma społecznymi i osobistymi watkami jej bohaterów to kompozycja zgoła godna uwagi. To właśnie mnie w niej najbardziej zaintrygowało. Ogólna wymowa książki wzmocniona jest piękną szatą graficzną i jak już wcześniej wspomniałam – wyjątkowo barwnym językiem. Imponująca jest jej też galeria postaci, o czym mam nadzieję, przekonacie się sami. W pełni realistycznych, wyraźnych i zgoła odmiennych, co również ubarwia powieść. Z powieści wyłania się też delikatnie obraz ówczesnej Anglii i jej podziałów społecznych.
Nic tylko czytać — a pora roku wyjątkowo temu sprzyja.
Książkę znajdziecie TUTAJ
Za książkę dziękuję Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI