
Klemens to na pozór stateczny i sumienny księgowy, którego życie w mniemaniu jego otoczenia to nudy. Idealny mąż i syn. Komuś jednak musiał nadepnąć na przysłowiowy "odcisk" skoro został zamordowany. Podejrzani wydają się niemal wszyscy, bez wyjątku — a to mnie miło zaskoczyło. Aż takiej zagadki się nie spodziewałam. To sprawiło, że powieść nabrała smaku, a adrenalina rosła z każdym kolejnym tropem. Moja początkowa niechęć ulotniła się bezpowrotnie.
Podobnie miała się sytuacja w stosunku do głównej bohaterki — Leny Rudnickiej — bezkompromisowej i ekscentrycznej pani komisarz, która przywoływała w mojej pamięci postać Chyłki. Wulgarna, obcesowa, pełna ignorancji i ironii. Początkowo było to nieco irytujące. Takie trochę skopiowanie postaci. Lena nie była więc bohaterką, którą można łatwo polubić. Wielokrotnie miałam ochota nią potrząsnąć. Typowe kobiece role nie były jej domeną. Za to jako glina miała wyniki. Ale czy nie da się pogodzić tych dwóch ról — zastanawiałam się wciąż bez odpowiedzi.
Mimo to rozumiem taką, a nie inną kreację głównej bohaterki. Przetrwać w świecie zdominowanym przez mężczyzn nie jest łatwo. A jeszcze trudniej, kiedy skrywa się w sobie tajemnice. Początkowa niechęć do pani komisarz zaczęła nabierać zupełnie innego kształtu. Nie byłoby jednak tego wszystkiego bez udziału młodego i nieco nieśmiałego śledczego, z którym przyszło jej pracować, a którego zdążyła już wcześniej poznać, w okolicznościach niewiele mających wspólnego z pracą. Za to stosunki, które łączą Lenę z prokuratorem Nawrockim są jeszcze bardziej pogmatwane.

I nawet jeśli powieść nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle masowo publikowanych kryminałów, to jest świetną rozrywką, w której odnalazłam pokłady wielkich emocji i przestrzeni, którą warto wykorzystać, idąc za ciosem. Zostaje mi już teraz tylko czekać na kolejną część pt."Spektakl".
Za książkę dziękuje Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI