środa, 18 listopada 2020

"Na dzielenie sposób nowy, samo wchodzi ci do głowy" - Adrian Markowski

Matematyka to trudna nauka, a zrozumienie jej wymaga czasem wiele cierpliwości, uwagi i zaangażowania. Opanowanie jej zasad nie dla wszystkich okazuje się też zawsze proste i zrozumiałe. W takim przypadku warto jej poświęcić nieco więcej czasu, zwłaszcza kiedy dziecko dopiero rozpoczyna przygodę z matematyką, niż później nadrabiać zaległości i potęgować niechęć do niej. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, która okazuje się spędzać nierzadko sen z powiek rodziców i dzieci jest owa wspomniana przez autora tabliczka mnożenie, a potem i dzielenie, które nierzadko okazuje się jeszcze trudniejszym wyzwaniem dla młodych umysłów.

Na szczęście jest wiele prostych metod i technik, które sprawią, że nauka nie tylko stanie się zabawą, ale i przynosi oczekiwane rezultaty. Jedną z takich metod proponuje Adrian Markowski — pisarz i poeta, redaktor i dziennikarz. Człowiek niewątpliwie całe życie związany ze słowem pisanym, którego jak się okazuje, fascynuje również matematyczna dydaktyka. Kilka lat temu oddał w ręce dzieci i ich rodziców pierwsza swoją książkę dydaktyczną, która jak mniemam, pozwoliła dzieciom łatwo i skutecznie opanować tabliczkę mnożenia. Wykorzystał do tego pełne humoru i przewrotności krótkie wierszyki, które łatwo i szybko wpadają w ucho. Dziś proponuje nam kolejną taką pomoc w postacie  książki pt. "Na dzielenie sposób nowy, samo wchodzi ci do głowy" - czyli nic innego jak łatwą naukę dzielenia, w której po raz kolejny też wykorzystuje krótkie, pełne zabawnych zwrotów wiersze. Ich cechą szczególną są rymy, a te przecież świetnie sprawdzają się w ćwiczeniu pamięci u dziecka.

"Dwadzieścia siedem robaków.
Gna do dziewięciu maślaków.
Po trzy robaki w maślaku?
Za dużo tych robaków".

Dużym atutem książki są też ilustracje, bez których ta książka nie miałaby racji bytu. Proste, wyraziste i skomponowane niby dziecięcą kreską. Trudno jednak wymagać od nich artystycznego przekazu, skoro ich jedyną rolą jest wspomóc proces nauki, a odbiorcą dziecko, którego postrzeganie rzeczywistości jest przecież znacznie różne od naszego. To one - rysunki - w dużej mierze wpłyną na proces zapamiętywania owych liczb i działań na nich wykonywanych. Kolorowe obrazki, czasem nieco irracjonalne, dziwne lub śmieszne są tu jak najbardziej pożądanym dodatkiem. Są niepowtarzalne. Dariusz Wójcik postarał się, by każde działanie matematyczne miało swojego bohatera. Jak się, więc łatwo domyśleć jest ich cała masa. Począwszy od zwierząt, po postacie z bajek i zjawiska.

Niestety nieco gorzej kształtują się już ogólny obraz wierszyków, które niestety mają swoją powtarzalność. Co nie zawsze musi być komfortowe dla odbiorcy. Rzecz jednak bardzo względna. Część z nich bowiem, choć różni się działaniem do zapamiętania i bohaterem, fabularnie obraca się wokół jedzenia. Trochę to nudne. Osobiście podczas czytania ich w jednostajnym ciągu, miałam poczucie zlewania się moich myśli i gubienia działań. Zakładając jednak, że będzie to nauka stopniowa, ów efekt wcale nie musi mieć miejsca. Z pewnością nikomu też on nie zaszkodzi.

Podoba mi się za to nauka matematyki poprzez literaturę — jakąkolwiek by ona nie była. Poza tym ta książka świetnie sprawdzi się też w formie pierwszej czytanki, a krótkie teksty nieprzytłaczające swoją objętością być może rozmiłują niejednego malucha w czytaniu. Książkę dedykuję zatem nie tylko tym, którym matematyka wydaje się, być kosmosem, ale wszystkim tym, którzy chcą naukę zamienić w zabawę.

2 komentarze:

  1. W moim dzieciństwie bardzo brakowało takich książeczek oswajających matematykę. Super, że teraz takie powstają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na szczęście nie miałam problemów z matematyką, ale bardzo podoba mi się taki pomysł na naukę. Zresztą każdy jest dobry, jeśli przynosi efekty ;) Myślę, że wypróbowałabym tę książeczkę z dzieckiem

    Pozdrawiam
    https://subjektiv-buch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń