"WIOSENNA OFIARA"- Anders de la Motte


Na książki Andersa de la Motte
 trafiłam za sprawą kwartetu sezonowego, który pokochałam od pierwszej jego powieści, czyli "Końca lata". Potem była "Jesienna zbrodnia" i "Zimowy ogień". Czekanie na "Wiosenną ofiarę" było już tylko czystą formalnością. Wiedziałam, że to będzie kolejna lektura, której nie odpuszczę. Wszystkie te powieści, nie mają jednak ze sobą nic wspólnego, oczywiście poza autorem i przynależnością do sezonowego cyklu. Każda z nich opowiada bowiem inną historię. O każdej z nich pisałam też już na swoim blogu. Każda też zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Choć w przypadku tej długo miałam wątpliwości czy dorówna ona kunsztem i fabułą swoim poprzedniczkom. Moje obawy okazały się na szczęście bardzo zwiewne.

Wszyscy mamy swoje upiory. Niektórzy jednak mają ich znacznie więcej od innych. To zaś co wydarzyło się w domu tuż po Nocy Walpurgii w 1986 w odległym krańcu Szwecji, to z pewnością coś złego. Żadna bowiem rodzina nie znika tak nagle, w środku nocy. Zapewne miało to związek z zamordowaną szesnastoletnią dziewczyną, która zginęła podczas rytualnych obchodów związanych z Zielonym Człowiekiem, według których, aby przyspieszyć powrót życia, należy włożyć do ust Zielonego Człowieka wiosenne dary ofiarne. Skazanym za to morderstwo był młody chłopak, notabene członek zaginionej rodziny, po której ślad urwał się na kilka kolejnych dekad.

Ponad trzydzieści lat później niniejsza zagadka zaintrygowała doktor Lind, żonę jednego ze świadków tamtych wydarzeń, który wtedy był zaledwie dzieckiem. A wszystko to za sprawą pewnego odkrycia w parkowym dębie. A historia ta zapewne nie wzbudziłaby w niej takiego zainteresowania, gdyby nie jej osobiste doświadczenia i pewne podobieństwo z własną burzliwą historią również sprzed lat. W chwili jednak, kiedy Thea zaczyna drążyć temat, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś ewidentnie chce ją przestraszyć. Ani mąż, ani jego rodzina nie chcą zaś rozmawiać o przeszłości. Wydarzenia jednak ostatnich dni i coraz nowsze fakty nie pozwalają jej już odpuścić. Chce poznać cudzą prawdę, choć sama skrywa swoją.

"Wiosenna ofiara" to powieść bardzo przejrzysta. Prosta w swej konstrukcji. Trzymająca się jednego wytyczonego wątku. Rozbita zaledwie na dwie płaszczyzny czasowe, które jak się okazuje, świetnie się uzupełniają. Owszem, nie ma w niej szalonych zwrotów akcji, ale nieprzewidywalnym wręcz zakończeniem rekompensuje niemal wszystko. Zresztą twórczość Andersa de la Motte do takowych wydaje się należeć. Jego historie są niczym rzeka, płynąca spokojnym nurtem, zbierającą jednak po drodze wszystko to, co nazwać możemy tu "faktem", by potem w miejscu jej ujścia wszystko to połączyć w logiczną i zaskakującą wręcz całość. Wymaga więc nieco zaangażowania. Wejścia w nią głębiej. Wtedy w dwójnasób intryguje.

Tym też sposobem ten szwedzki autor stał się jednym z moich idoli, którego książki mam zamiar przeczytać wszystkie. Być może sprzyja temu fakt, że autor, zanim został pisarzem, pracował jako policjant. Za jedną z książek otrzymał również nagrodę Szwedzkiej Akademii Powieści Kryminalnej.

Książkę polecam zatem każdemu, kto lubi samemu za sprawą słowa pisanego pobawić się w detektywa. Komuś, kto lubi zgłębiać rodzinne historie i tajemnice, w które uwikłana jest niemal cała lokalna społeczność, a prawda, jak się okazuje, miewa swoje dwa oblicza.




Za książkę dziękuję Wydawnictwu CZARNA OWCA

Komentarze

  1. Dzięki za recenzję. Aż tak bardzo nie mam ochoty na zabawę w detektywa... Rodzinne historie i tajemnice uwielbiam. Zapiszę sobie tytuł.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"OSTATNI ROZDZIAŁ" - Katarzyna Kalista

"KSIĘGA BEZIMIENNEJ AKUSZERKI" - Meg Elison

"KSZTAŁT NOCY" - Tess Gerritsen