Sięgając po "Dwie lewe
ręce" byłam pełna obaw, choć powieści autorki były mi dobrze znane. Minęło
jednak sporo czasu, odkąd ostatni raz miałam z nimi kontakt. Serię z
"Natalii" wspominałam jednak z sentymentem. Postanowiłam wiec dać jej
szansę. Dziś uważam, że był to idealny wybór. Nie dość, że świetnie się bawiłam
czytając o zmaganiach detektyw Matyldy to jeszcze powieść wciągnęła mnie tak
bardzo, iż połknęłam ją na jeden raz. Nie zmrużywszy nawet oka. Ta powieść przywróciła
mi czytelniczy zapał, którego nieco mi ostatnio brakowało.
Polubiłam też przewrotną panią
detektyw, po której należy spodziewać się niemal wszystkiego. Ta kobieta jest
po prostu nieobliczalna, za to skuteczna jak diabli. A tytułowe dwie lewe ręce
to z pewnością nie do niej należą, a raczej do jej męża, bez którego ta cała
komedia nie miałoby racji bytu. Nic bowiem nie bawiło mnie tak bardzo jak
rozmowy między małżonkami. Matylda nie jest też typową panią detektyw. Nie
taką z jaką utożsamia się zazwyczaj postać wykonującą ten zawód. Ta jest
naprawdę zakręcona. Działa spontanicznie. Dużo papla i robi zadziorne miny.
Nietrudno zobaczyć w niej wariatkę. Ta cecha jej jednak sprzyja. Ma swój styl i urok
osobisty. Nie da się jej nie lubić. To babka z jajami, która żadnej pracy się
nie boi w przeciwieństwie do jej życiowego partnera, który już dawno stracił
kontakt z rzeczywistością i mimo majowej pogody wciąż chodzi w ocieplanych,
zimowych butach.
Jeśli zaś chodzi o główny wątek
powieści to zmagania Matyldy kręcą się wokół byłego męża jej dawnej szefowej.
To właśnie Salomea Gwint zleciła jej to zadanie. Na pozór bardzo proste.
Wyśledzić jej męża, z który kontakt straciła lata temu. Sprawa tylko na pozór
wydaje się prosta. Matylda podejrzewa jednak, że to tylko przykrywka, a jej
byłej szefowej nie można ufać. Rachunki jednak same się nie zapłacą. Przyjmuje
zlecenie i pakuje się w skomplikowaną zagadkę pełną niebezpieczeństw. W Cichej Wólce,
gdzie trafia czekają na nią nie lada wyzwania. Udaje kuracjuszkę by szwędać się
po wsi w dzień i w nocy. Z lornetką i sprzętem nasłuchowym. Ale i na to miała
wytłumaczenie. Bo kto jak kto, ale Matylda umiała zmyślać na poczekaniu.
Wiedziała też już, że coś tu nie gra na sto procent. Salomea zbyt plątała się w swoich
zeznaniach, a to zadanie było zbyt prozaiczne by mogło być prawdziwe. Matylda
nie zamierza jednak odpuścić. Gra do samego końca. Tymczasem Salome jest coraz
bardziej przerażona własnym pomysłem. Odwrotu jednak już nie ma.
"Dwie lewe ręce" to jedna
z tych książek, które się połyka. A lekki i swobodny styl autorki sprawia, że
czyta się ją nie tyle płynnie, co wręcz z nurtem własnych myśli. Może okazać
się również idealną rozrywką dla tych bardziej zabieganych i zapracowanych,
którzy tylko kradną chwile z książką. Tu jest jednak istnieje ryzyko pułapki,
bo ta chwila może zamienić się czytelniczą sesję. Tak było w moim przypadku,
więc wiem co mówię. Ta książka porywa. ;)
Za egzemplarz książki dziękuję
Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI i S-KA
Książka dostępna : na empik.com